Nie czuję już kompletnie nic.
Boję się samotności, odrzucenia, miłości, pomimo tego, że tak cholernie jej pragnę, zdrady, kłamstwa, bólu, śmierci i samej siebie. Bardzo mocno odczuwam okrucieństwa rzeczywistości rzucane w moją stronę. Szukam szczęścia i na ten moment szczerze wątpię w jego istnienie. Każdej nocy słyszę szepty nieba. Proszę o uwolnienie, kochanie i siłę. O Panie...
Każdy kolejny ruch przynosi coraz więcej niesmaku i niechęci. Kruchość mojej duszy i brak wolności hamuje pracę mojego serca. Pytam siebie: czy ja w ogóle to serce posiadam? Nie wiem. Chyba nie.
Samotność jest okrutna.
poniedziałek, 17 listopada 2014
17 listopada 2014, ciąg dalszy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
nigdy w nic nie watp skarbie..trzmaj sie, wierze ze znajdziesz ta jedyna..
OdpowiedzUsuń